www.cywinska.waw.pl


"Modlitewnik obok komputera" - Henryk Tronowicz
"12 wtajemniczeń" - Zbigniew Świderski
"Prawdy o życiu" - Elżbieta Cierlica
"Książka o nas samych" - Jolanta Walewska

 


Modlitewnik obok komputera

Krytycy warszawscy mówią, że w ocenie debiutów literackich szkoły są dwie. Otwocka i falenicka. Już nie pamiętam, która - jedna z nich każe na wszelki wypadek dać debiutantowi po łapach. Druga radzi wyrozumiałym być. Talentom skrzydeł nie podcinać.
Do Jolanty Cywińskiej żadna z owych szkół mi nie pasuje. Jej dwanaście debiutanckich opowiadań to zapowiedź pióra sprawnego, oka przenikliwego i umiejętności spoglądania na świat z dystansu. Niektórzy bohaterowie Cywińskiej zdobywają się na dystans odległy i kombinują zawczasu, co ze sobą poczną, gdy trafią na "drugą stronę" : no bo o czym można myśleć przez całą wieczność? - pytają wyraźnie znudzeni znojnym bytem doczesnym.

Pasmo paradoksów
Z 12 próbek rozprawienia się autorki z życiem zdaje się wynikać, że ludzka egzystencja bywa uciążliwym pasmem paradoksów ("Żyjemy na antypodach życia"). Czasem bywa pułapką niepotrzebnego chciejstwa ("Wielkie były moje ambicje i próżnia życiowa"). Ale patrzmy po kolei.
Najpierw - buzuje młodość (co do tego buzowania nie chciałbym przeholować). Chmurna, durna, łatwowierna. Zaraz potem gejzery uczuć. Te jednak jakieś instrumentalne, niewydarzone, ze zmysłów wyprane : "W końcu doszło między nami do rozkwitu uczucia zwanego miłością". Albo: "Doszłam do wniosku, że jesteśmy dla siebie zaprogramowani". Ejże!
Równocześnie nie brak kłopotów z programowaniem kariery. Któryś z herosów prozy Cywińskiej, a ma on o sobie wysokie mniemanie, poszukiwał mądrości, wędrując przez parę prestiżowych humanistycznych fakultetów. I oto nagły zwrot - zdobywanie wiedzy uznaje za niepoważne zajęcie. Innym znów czas na uczelni mijał w euforii, szczególnie kiedy im "świecono przykładami błyskotliwych karier". Po kilku latach pracy wkradają się niepokoje: "Byłem jedynie trybikiem w mechanizmie dążącej do zysków firmy".

Dobro ludu
Pora na wszystkożerną rutynę. Ta zaś sprawia, że na placu boju mamy już tylko strasznych mieszczan. Straszni są dodatkowo, bo zainfekowani przez telewizyjne trele-nowele. Sytuację ratują intelektualiści. Ci nie zasypują gruszek w popiele. Jeden z nich więc wyrokuje, bo wie, że taki co kładzie obok komputera modlitewnik to kołtun. Ślicznie. Może się tylko nasunąć nieśmiałe pytanie, bo jeśli Pan Bóg to swoisty komputer o niewyobrażalnej liczbie funkcji. (choć można podejrzewać, że czasem wchodzą sobie w paradę)?
Natomiast osobnikom wrażliwym na dobro ludu i różnym innym zawołanym propagandystom warto zadedykować piękną maksymę autorki: "Walka o dobro ludu zwykle zaczyna się od własnej dziurawej kieszeni".
A czym się kończy, każdy widzi.

Henryk Tronowicz, Dziennik Bałtycki
Kwiecień 2003

 

 

12 wtajemniczeń

Reporterski zmysł obserwacji współczesnych nam rodaków to podstawowe na pierwszy rzut oka wyróżnienia prozy Jolanty Cywińskiej. Ta, należąca do pokolenia 30 - ów autorka wydała debiutancki tom 12 opowiadań "Stracić głowę". Każde z nich, to znakomicie przedstawiony portret różnych typów ludzi. Łączy ich na ogół to, że próbują odnaleźć się w rzeczywistości, jaka narodziła się po tzw. okresie transformacji i wkładają niekiedy wiele wysiłku, aby przestawić się na nowe czasy. Jednym udaje się to lepiej, innym gorzej, bo tak w życiu bywa. Każda z postaci wchodzi w jakieś utarte schematy istnienia i chociaż nawet nieźle w nich funkcjonuje stale marzy o lepszym losie. Autorka w pewnym sensie patrzy na swoich bohaterów, jak na marionetki w teatrze życia, a ten dystans podkreśla jeszcze forma lekkiej groteski, czy nawet kpiny, jaką z upodobaniem się posługuje. Każda z postaci, mimo podejmowanego wysiłku prędzej, czy później zostaje konformistą, ceniącym sobie własną wygodę i święty spokój. Tę wewnętrzną walkę człowieka z samym sobą najlepiej widać w przypadku wstępnego opowiadania pisanego w formie pamiętnika przez ducha nieżyjącego już Tytusa Ksawerego Anemajera. Zmarł on sto lat temu i teraz wracając na ziemię chce zdobyć to czego nie zdobył w poprzednim wcieleniu. Jednak po długich przygotowaniach do życia w dzisiejszych realiach, stwierdza, że nie czuje się gotowy do powrotu. Jednak to nie realia epoki, czy zmagania o pozycję społeczną stanowią problem. Z tym wszystkim na ogół bohaterowie Cywińskiej radzą sobie w miarę dobrze. Kłopot pojawia się dopiero z tym co jest "poza" - poza skorupą układów międzyludzkich, zawodowych, rodzinnych. Człowiek nagle uświadamia sobie poczucie pustki, widzi swoją marionetkowość i nadmierne uzależnienie od spraw materialnych. Jednak, gdy bohaterowie dochodzą do tej konstatacji, trudno im się już odnaleźć, bowiem taki kryzys samoświadomości oznacza swoiste wykolejenie psychiczne. Zostają wprawdzie uwolnieni od jarzma swojej roli, czy swojego losu, ale co z tego, skoro nie czują się bardziej szczęśliwi i ratunkiem jest już tylko "dom psychoterapeuty", jak w wypadku bohaterki "Terapii dla szczęśliwych".

Ostatnie, wieńczące cały cykl, opowiadanie "Wielka eksplozja wolności" napisane w stylu mrożkowskiej czystej fikcji jest właśnie parabolą zamkniętego kręgu ludzkich poszukiwań wolności. Okazuje się jednak, że odrzucanie wszelkich zasad, tradycji, konwenansów prowadzi do wyjałowienia sensu życia.

Z lektury opowiadań Jolanty Cywińskiej można wysnuć refleksję, że bez zachowania właściwych proporcji między zewnętrznym przeżywaniem życia a wewnętrznym światem wartości, pragnień i celów człowiek skazany jest na wyniszczającą walkę z samym sobą, czego nie są w stanie wynagrodzić kolejne zdobycze materialne.

Zbigniew Świderski, Tygodnik Solidarność
Maj 2003

 


"Prawdy o życiu"

- W związku ze złożonym przeze mnie wcześniej podaniem w sprawie powrotu na ziemię, w postaci innej osoby, upraszam o wycofanie mojego wniosku. Prośbę swą motywuję tym, że nie czuję się jeszcze gotowy do ponownego podjęcia życia.

Decyzja Tytusa - bohatera opowiadania o przemijaniu, rozstaniach i bólu, który czyni człowieka odporniejszym- dotycząca powrotu do życia była głęboko przemyślana. Bo cóż czeka na tym świecie? Gotowe wzory istnienia, pozory życiowego sukcesu, tęsknota za miłością, ciągłe ściganie się, zabieganie o dobra - podkoloryzowane jakąś ideą i niedzielny rosół przy jednym stole z rodziną. Domowe bambosze i przekonanie, że tak jest najlepiej. Większość z nas, niezależnie od statusu, ma podobne wyobrażenie o szczęściu, podobne życiowe plany i podobne rozterki, choć niechętnie do tego się przyznaje i staramy się za wszelką cenę stwarzać pozory indywidualności.

Tę prawdę o życiu i przemijaniu odnaleźć można w opowiadaniach Jolanty Cywińskiej, dziennikarki, debiutującej na rynku literatury. Autorka wciąga nas w historie życia bohaterów opowiadań, którzy często przypominają znane ze świata kultury i polityki osobistości. Czasami z dwóch., trzech znanych osób tworzy jedną postać z nieco przejaskrawioną osobowością, ale jakże czytelną dla naszych czasów. Przyglądamy jej się z pewnym dystansem, jak Tytus, bohater pierwszego opowiadania, który po długim życiu trafił gdzieś tam w przestworza, gdzie trafiamy wszyscy i patrzy, co wyczyniają na tym ludzkim i nieludzkim świecie ci mali, i ci duzi. Czasami nasze oceny ludzi są tak zbieżne, że odnosimy wrażenie, iż autorka wykradła nasze myśli i oceny, których nigdy nie wypowiadaliśmy, bo życie uczyło nas układności, którą dla niepoznaki zwykliśmy nazywać taktem.

W opowiadaniach J. Cywińskiej, choć są przekorne, dociekliwe, czasami pełne ironii, nie ma zawiści, zjadliwości, mentorstwa. Jest natomiast życzliwość dla ludzi i odważna ocena tego, co dzieje się wokół, jest interesująca fabuła, dynamiczna, czasami trochę groteskowa. Uśmiechamy się razem z autorką, choć tak naprawdę nie jest nam do śmiechu z tym, co jest wokół. Warto jednak "Stracić głowę" dla tych dwunastu opowiadań, bo zyskuje się do pewnych spraw dystans i spokój.

Elżbieta Cierlica

 

 

"Książka o nas samych"

Współczesna rzeczywistość stawia przed nami coraz trudniejsze wyzwania. W pogoni za dobrami materialnymi i uznaniem giną gdzieś po drodze rzeczy i sprawy w życiu ważne, a wielu z nas gubi nawet samych siebie. Tak w skrócie można scharakteryzować tematykę debiutanckiego zbioru opowiadań Jolanty Cywińskiej.

Autorka jest dziennikarką i stąd zapewne biorą się jej wnikliwe obserwacje dzisiejszego świata. Bohaterowie jej opowiadań to ludzie żyjący w różnych środowiskach i w odmienny sposób. Jednak wszyscy posiadają jedną wspólną cechę, a jest nią niezgoda na obecnie prowadzone życie. Bohaterka jednego z opowiadań "Terapia dla szczęśliwych" przykładna pani domu, szczęśliwa żona i matka, urodzona i wychowana w małym miasteczku i żyjąca zgodnie z oczekiwaniami jego obywateli pewnego dnia odkrywa z przerażeniem, że "szczęśliwe" życie, które wiedzie nie jest jej świadomym wyborem. Uświadamia sobie, że została tak zaprogramowana przez otoczenie, w którym przyszło jej żyć : Zadawała sobie pytanie, dlaczego decyzje o najistotniejszych dla człowieka sprawach trzeba było w S. podejmować tak wcześnie. Przecież wtedy urzeczywistnia się poglądy innych, nie własne. Potem zwykle jest już za późno na zmiany. Przejawem jej niezgody na swoje życie jest wizyta u psychologa, który leczy "szczęśliwych" ludzi. Podobne rozważania czyni bohater innego opowiadania, człowiek sukcesu, który całe życie pracował by podnieść swój standard materialny, harował zapominając o sobie, swojej osobowości, ukrywał się za fasadą, zakładał różne maski, by dopiero na emeryturze uświadomić sobie bezsens tej gonitwy. Spostrzegł, że pozornie szczęśliwe życie - dobrobyt, udane dzieci, troskliwa żona nie są w stanie zapełnić pustki jaką on w sobie nosi. Nawet podróż śladami młodości nie pomaga mu odnaleźć siebie, toteż odgradza się od świata zamykając się w sobie i marząc by nikt go z tego letargu nie wyrwał.

O tym jak nasze oczekiwania bardzo często rozmijają się z rzeczywistością mówi opowiadanie "Polkowskie historie". Autorka opisuje senną, spokojną żyjącą swoimi sprawami małą wieś, której mieszkańcy swoje wyobrażenie o świecie czerpią z ekranów telewizora, do tego stopnia, że nawet o historii swojej wsi dowiadują się nie od rodziny i sąsiadów, ale ze szklanego ekranu. Badacze usiłujący zbadać dzieje regionu i słynnego diabelskiego kamienia na rozstaju dróg wiedzę zdobywają nie od mieszkańców, ale od właścicieli gospodarstwa agroturystycznego pielęgnującego na użytek swoich gości stare, regionalne tradycje, bo rodowitym mieszkańcom na tym nie zależy i nic to ich nie obchodzi.

Bohaterka tego opowiadania też przeżywa duże rozczarowanie, gdy jej pierwsza miłość wykorzysta jej zauroczenie i znudzenie dotychczasowym "szczęśliwym" życiem u boku męża powierzając jej prowadzenie gospodarstwa agroturystycznego przynoszącego dochody dawnemu ukochanemu i jego kobietom. Gdy skruszona wróci do męża już nic nie będzie takie samo.

Izaura, Andżelika, Czesława, kolejna bohaterka, też będzie poszukiwała siebie. Wychowana przez rozgoryczoną wobec życia matkę, wielbicielkę romantycznych seriali telewizyjnych wtłoczona w koleiny bezmyślnej, wręcz taśmowej pracy w biurze nawet nie zauważy kiedy upływa jej życie. Zatraci się tak w tej uporządkowanej, szarej beznadziejnej egzystencji, że obudzi ją dopiero przeżywana naprawdę romantyczna miłość matki. Ona też zatęskni za prawdziwym uczuciem.

Autorka ma niezwykły dar opisywania codzienności. Wspaniałym tego przykładem jest opowiadanie "Dzień świąteczny" o rodzinnym, uroczystym obiedzie. Któż z nas tego nie przeżył i zapewne wielu czytelnikom atmosfera tego spotkania wyda się bardzo znajoma.
Opowieść o szalonym, młodym Marcinie, który nie chciał żyć jak jego rodzice, ale niestety praktyczny Marcin zabił szalonego Marcina i powielił ten wzorzec. Uświadomił to sobie późno - jako emeryt, ojciec i dziadek . Jak wiele ludzi chce wieść życie inne niż ich rodzice ?
Można powiedzieć, że motywem przewodnim wszystkich opowiadań jest problem zatracenia siebie, z różnych powodów - w pogoni za "szczęściem", stabilizacją, wolnością, dobrami materialnymi, uznaniem czy wielką namiętnością. Autorka, poprzez pokazanie losów różnych bohaterów, wywodzących się z różnych środowisk i dochodzących do swojego wymarzonego szczęścia różnymi drogami, uświadamia czytelnikowi jak łatwo zejść z tej drogi. Jak bardzo życie, otoczenie, okoliczności weryfikują nasze wyobrażenia i jak bardzo rozmijają się one z naszymi marzeniami. Odkrycie tych prawd przez bohaterów opowiadań u schyłku życia lub po osiągnięciu pełni szczęścia zmusza czytelnika do poważnego zastanowienia się nad samym sobą i swoim życiem.

Autorka przestrzega czytelnika przed popełnieniem tych samych błędów, co bohaterowie jej opowieści. Stara się przekazać, że warto zastanawiać się nad tym co robimy i jak żyjemy wcześniej niż pod koniec życia, czy po jego zakończeniu (jak bohater pierwszego opowiadania).

Jest to książka o nas samych i dlatego warto ją wziąć do ręki.

Jolanta Walewska